Dziś w trakcie zajęć zadzwonił do mnie kurier z informacją, że zaraz przywiezie paczkę. Domyśliłam się, że chodzi o moją przesyłkę z Paese, także teraz chciałabym przedstawić Wam jej zawartość :)
Producent zagwarantował nam osiem pełnowymiarowych produktów oraz trzy próbki. Cała zabawa polega na tym, że wszystkie kolory dobierane są losowo także jeśli ktoś jest bardzo wybredny jeśli chodzi o kolorówkę nie nacieszy się tym pudełkiem.
Przesyłka została opakowana w folię bąbelkową, i dodatkowy kartonik usztywniający także nic nie powinno się jej stać.
Same pudełko wyglądało tak jak zawsze: czarne z logiem firmy. Bardzo klasyczne i eleganckie.
W środku wszystko idealnie poukładane i owinięte dodatkową warstwą folii. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Wszystko w całości, nic się nie rozwaliło ani nie wylało, bardzo schludnie i starannie ułożone. Przejdźmy do głównej atrakcji.
1 i 2 próbka to korygująca baza pod makijaż (pojemność 3ml). Nie wiem czy to błąd, że obie próbki są takie same, ale bardzo chętnie przetestuję te bazę bo moja z revlona jest beznadziejna.
3 próbka to podkład rozświetlający Lush satin ( pojemność 3ml). Niestety nie mogę doszukać się jaki to kolor na próbce, ale okaże się w praniu.
Pierwszym pełnowymiarowym produktem jest pomadka z olejem arganowym w kolorze 48. Osobiście wolałabym trochę inny odcień czerwieni, ale ten jest chyba jednak dużo lepszy na lato, trochę mniej "dramatyczny" niż moje ukochane krwiste czerwienie ;). Pomadka ma trochę woskową formułę i minimalnie satynowe wykończenie. Krycie oceniła bym raczej na średnie, podobnie z trwałością.Podczas jedzenia obiadu większość pomadki pozostała na widelcu, ale ogólnie jestem z niej zadowolona. Mam nadzieję, że olejek arganowy będzie robić swoją robotę. Największą jednak zaletą jest magnetyczne opakowanie, które zapewnia, że szminka nie skończy nagle otwarta w torebce i zapewnia świetną zabawę przez charakterystyczne "klik".
Jakże wielkie było moje zaskoczenie, kiedy z pudełka wygrzebałam całą paletkę. Byłam przekonana, że będzie to po prostu jeden cień jednak jednak w środku znajdują się aż trzy cienie. Paletka ma prześliczny design, jest małych rozmiarów i idealnie nada się do torebki. Nie udało mi się jej znaleźć na stronie jednak z tego co wiem jest to kolekcja Holiday Dreams. Moja paletka to 03 Mauritius ( ciekawostka: wydaję mi się, że jej kolory są inspirowane flagą kraju-wyspy o nazwie właśnie Mauritius, ale to totalny strzał) i zawiera 3 bardzo świeże kolory: miętę, limonkę oraz ciemny granat. Pigmentacja jest bardzo dobra jednak trochę gorzej z trwałością i będzie pod nie potrzebna baza. Jeszcze nie wiem jak się będę czuła w takich kolorach, ale na pewno będę testować. Podobnie jak w przypadku pomadki paletka zamyka się na magnesik.
Kolejnym produktem jest brokatowy lakier w kolorze 401 również z kolekcji Holiday dreams i tu trochę zawód bo liczyłam jednak na zwykły no, ale wiadomo to loteria. Lakier posiada fioletowe i granatowe drobinki oraz trochę większe lustrzane kawałki. Na gołym paznokciu nie wygląda to zbyt dobrze, ale przetestuję na innym lakierze.
Tak to naturalne paznokcie ;)
Następny produkt to niebieski eyeliner Navy blue. Ostatnio kupiłam sobie podobny w rosmannie także jest mi średnio potrzebny, ale generalnie produkt bardzo fajny. Precyzyjna końcówka, ciemny, intensywny odcień granatu. Pewnie będę go używać zamiennie ze swoim z Manhattanu.
![]() | |
| źródło: http://sklep.paese.pl/ |
Przesyłka została opakowana w folię bąbelkową, i dodatkowy kartonik usztywniający także nic nie powinno się jej stać.
Same pudełko wyglądało tak jak zawsze: czarne z logiem firmy. Bardzo klasyczne i eleganckie.
W środku wszystko idealnie poukładane i owinięte dodatkową warstwą folii. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Wszystko w całości, nic się nie rozwaliło ani nie wylało, bardzo schludnie i starannie ułożone. Przejdźmy do głównej atrakcji.
1 i 2 próbka to korygująca baza pod makijaż (pojemność 3ml). Nie wiem czy to błąd, że obie próbki są takie same, ale bardzo chętnie przetestuję te bazę bo moja z revlona jest beznadziejna.
3 próbka to podkład rozświetlający Lush satin ( pojemność 3ml). Niestety nie mogę doszukać się jaki to kolor na próbce, ale okaże się w praniu.
Pierwszym pełnowymiarowym produktem jest pomadka z olejem arganowym w kolorze 48. Osobiście wolałabym trochę inny odcień czerwieni, ale ten jest chyba jednak dużo lepszy na lato, trochę mniej "dramatyczny" niż moje ukochane krwiste czerwienie ;). Pomadka ma trochę woskową formułę i minimalnie satynowe wykończenie. Krycie oceniła bym raczej na średnie, podobnie z trwałością.Podczas jedzenia obiadu większość pomadki pozostała na widelcu, ale ogólnie jestem z niej zadowolona. Mam nadzieję, że olejek arganowy będzie robić swoją robotę. Największą jednak zaletą jest magnetyczne opakowanie, które zapewnia, że szminka nie skończy nagle otwarta w torebce i zapewnia świetną zabawę przez charakterystyczne "klik".
Jakże wielkie było moje zaskoczenie, kiedy z pudełka wygrzebałam całą paletkę. Byłam przekonana, że będzie to po prostu jeden cień jednak jednak w środku znajdują się aż trzy cienie. Paletka ma prześliczny design, jest małych rozmiarów i idealnie nada się do torebki. Nie udało mi się jej znaleźć na stronie jednak z tego co wiem jest to kolekcja Holiday Dreams. Moja paletka to 03 Mauritius ( ciekawostka: wydaję mi się, że jej kolory są inspirowane flagą kraju-wyspy o nazwie właśnie Mauritius, ale to totalny strzał) i zawiera 3 bardzo świeże kolory: miętę, limonkę oraz ciemny granat. Pigmentacja jest bardzo dobra jednak trochę gorzej z trwałością i będzie pod nie potrzebna baza. Jeszcze nie wiem jak się będę czuła w takich kolorach, ale na pewno będę testować. Podobnie jak w przypadku pomadki paletka zamyka się na magnesik.
Kolejnym produktem jest brokatowy lakier w kolorze 401 również z kolekcji Holiday dreams i tu trochę zawód bo liczyłam jednak na zwykły no, ale wiadomo to loteria. Lakier posiada fioletowe i granatowe drobinki oraz trochę większe lustrzane kawałki. Na gołym paznokciu nie wygląda to zbyt dobrze, ale przetestuję na innym lakierze.
Tak to naturalne paznokcie ;)
Następny produkt to niebieski eyeliner Navy blue. Ostatnio kupiłam sobie podobny w rosmannie także jest mi średnio potrzebny, ale generalnie produkt bardzo fajny. Precyzyjna końcówka, ciemny, intensywny odcień granatu. Pewnie będę go używać zamiennie ze swoim z Manhattanu.
Korektor kamuflaż w kremie to na początku taki pierwszy większy zawód, ponieważ stwierdziłam, że to zupełnie nie mój kolor. Trafił mi się 10 Jasny beż który jest dość jasny, ale niestety wchodzi w brzoskwiniowo-pomarańczowe tony (zdjęcie tego nie oddaje) co sprawiło, że myślałam "nie polubimy się". Jednak po nałożeniu na twarz w miarę dał radę się w nią wpasować i wyglądał nawet porządnie. Krycie całkiem dobre, zapach lekko mydlany, trwałość ciężko mi jeszcze ocenić, ale wydaje się również dobra. Jeśli nie będę go używać jako korektor posłuży mi pewnie jako baza pod cienie.
Ten produkt to Linea automatic eyeliner w kolorze Plum Glam która w sumie jest jednak kredką. Miękka, bardzo trwała. Gdy już zaschnie nie rozmazuję się pod palcami ani trochę. Na drugim końcu kredki znajduję się gąbeczka, którą możemy zrobić sobie drobne smokey eye ( 2 kreska na swatchu) co jednak nie wygląda moim zdaniem tak dobrze ponieważ niszczy nam ten piękny metaliczny blask. Na dużym zdjęciu kolor wygląda na bardziej brązowy dlatego umieszczam również zdjęcie z lampą, która lepiej oddała kolor.
Przedostatni produkt to błyszczyk z serii Holiday Dreams w kolorze 03. Zdjęcie słabo oddaje kolory, na żywo jest dużo bardziej intensywny. Błyszczyk prawie nie ma smaku, a zapach jest trochę sztuczny i imituje jakieś owocowe cukierki. Trochę się lepi, ale nie przeszkadza to w niczym i przede wszystkim dobrze kryje. Jego mankamenty to na pewno mała pojemność bo tylko 5ml oraz fakt, że schodzi z ust robiąc charakterystyczną obwódkę jednak mogę śmiało powiedzieć, że jestem z niego zadowolona.
Ostatni produkt zaintrygował mnie najbardziej bo na początku nie byłam pewna cóż to jest. Szybko okazało się, że jest to wapniowa odżywka do paznokci "calcium gel". Jestem bardzo ciekawa tego produktu i będę go testować w najbliższym czasie.
Podsumowując jestem bardzo zadowolona z paese box. Bardzo przypadły mi do gustu paletka, błyszczyk, pomadka i kredka. Drobnym rozczarowaniem były jednak 2 produkty czyli kamuflaż ze względu na średnio pasujący kolor i lakier ze względu na to, że posiada drobinki jednak i tak znajdą one zastosowanie w mojej kosmetyczce. Niebieski eyeliner już posiadam jednak śmiało mogę go polecić. Odżywkę będę testować, więc za jakiś czas opowiem o niej więcej jednak pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Na pewno przetestuję również dołączone próbki. Ogólnie boxa oceniam na 8/10, bardzo się cieszę, że nie trafiłam jednak na pomarańczowy błyszczyk lub niebieską kredkę co zduplikowałoby mi się z eyelinerem
Wartość produktów to ok. 170 zł (nie mam pewności co to ceny paletki i błyszczyka) także ponad trzykrotnie przewyższa cenę, dlatego uważam, że to całkiem opłacalna inwestycja i dobra zabawa.
Kupiłyście pease box? Co sądzicie o moim? Czekam na opinie i pozdrawiam.























